Tous les articles par Nicols

Burgundzkie wakacje

Czy ktoś, kto nigdy nie pływał barką i doświadczenie żeglarskie ma znikome (no, może umie zawiązać węzeł na knadze i ma obsesję na punkcie klarowania lin) może spędzić tydzień pływając barkami po cywilizowanej Europie? A jeśli chodzi o szczegóły – po Burgundii? Pewnie, że może.

Z czym się Wam kojarzy Burgundia? Bo mnie się kojarzyła z winem, oczywiście. I na piciu wina i jedzeniu serów zamierzałam spędzić swoją wycieczkę, bez pchania się za ster i szarpania się z linami. Okazało się jednak, że w Burgundii jest więcej rzeczy do zobaczenia niż tylko winnice a samo prowadzenie barki jest banalnie proste, porównywalne – przynajmniej dla mnie – do jazdy na rowerze.

Gallowie w klasztorze

Nasza wycieczka zaczyna się w Venarey. Barka, na jakiej mieszkam, to rzeczywiście mały domek, o komforcie mnie zaskakującym. Wygodne łóżko, przy kabinie łazienka, mały, sympatyczny salonik, kuchnia z lodówką… Full wypas. I prowadzi się ja bajecznie łatwo, po kilku minutach szkolenia – więcej zachodu jest tylko w trakcie przepływania przez śluzy, ale po pierwszym dniu nabiera się wprawy.

Z Venarey blisko jest do pobliskich atrakcji – to przede wszystkim Fontenay Abbey, najstarszy klasztor cystersów w Europie, założony przez Bernarda z Clairvaux. Ostatni nisi opuścili to miejsce w 1790 roku i w 1820 roku przeszło w ręce prywatne. Właściciele, czyli rodzina Montgolfier, od tamtej pory systematycznie restaurują budynki opactwa i udostępniają je zwiedzającym. Ten przepiękny, pozbawiony zbędnych ozdób klasztor jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a związana jest z nim także anegdota ze świata mody. Mianowicie to wzór z tutejszych okien posłużył Coco Chanel do stworzenia jej słynnego logo.

Jeśli o klasztorze mowa, to w jednej z pięknych tutejszych miejscowości, Flavigny (to w tym mieście nakręcono film „Czekolada”) znajduje się gratka dla prawdziwych łasuchów – wytwórnia słodyczy z anyżu mieszcząca się na terenach dawnego opactwa benedyktynów. Wytwarzane tutaj cukierki w charakterystycznych pudełeczkach znajdziecie wszędzie w Burgundii, a jeśli macie dzieci, to to miejsce spodoba im się na pewno. Podobnie jak inne, znajdujące się w pobliżu – MuseoParc. To wielki, okrągły budynek stojący w pobliżu pola bitwy. Bitwy między Rzymianami pod wodzą Juliusza Cezara a Gallami pod wodzą Wercyngetoryksa (znanego Polakom chociażby z komiksu o Asterixie). Samo centrum MuseoParc to miejsce, w którym dzięki multimedialnym prezentacjom można poznać historię wojen rzymsko-galijskich. Znajdziemy tu także archeologiczne pamiątki i możemy popatrzeć na odtwarzane przez rekonstruktorów pojedynki prezentujące broń i sposoby walki. Zresztą nie tylko pojedynki, ale i oblężenie osady, bowiem MuseoParc posiada także zrekonstruowany fort, w którym odbywają się pokazy bitew.

Na pobliskim polu bitwy znajduje się także olbrzymi pomnik Wercyngetoryksa.

Przyrodnik, matematyk i naukowiec

Wiele turystycznych atrakcji znajduje się tuż nad Kanałem Burgundzkim. Wystarczy zacumować na brzegu (a miejsc do cumowania jest sporo, takich wyposażonych w udogodnienia albo całkiem dzikich). Jednym z nich jest Grande Forge de Buffon, połączenie farmy, kuźni, fabryki i dworu. To miejsce zbudował 1768 niejaki Georges-Louis Leclerc, Comte de Buffon, znany francuski filozof, przyrodnik i matematyk. To tutaj mieszkał razem z robotnikami (dla których stworzył cały zestaw budynków mieszkalnych i gospodarczych, wraz z ogrodami i łaźniami) oraz przeprowadzał swoje doświadczenia. Dziś można zwiedzać część budynków, wraz ze znajdującą się w nich ekspozycją na temat prac naukowca oraz pozostałości kuźni i ogrody.

Zamki Burgundii

Mnie osobiście najbardziej interesuje architektura i budynki, więc Burgundia z jej pięknymi zamkami sprawiła mi dużo radości. Na naszej trasie były dwa: d’Ancy-le-Franc oraz Tanlay (chociaż rozmaitych chateau jest tu znacznie więcej). Ten pierwszy, zbudowany przez słynnego architekta Sebastiano Serlio, ma bardzo charakterystyczny, czworokątny układ architektoniczny, ze zgrabnym dziedzińcem pośrodku. Znany jest tez ze swoich naściennych malowideł. Z kolei Tanlay, choć z zewnątrz wygląda na bardziej zniszczony, posiada zachowany oryginalny wystrój, który ominęły szaleństwa Rewolucji Francuskiej. W zamku znajduje się ciekawostka – Wielka Galeria z malowidłami tworzącymi optyczną iluzję. Kiedy wchodzimy do niej, wydaje nam się, że ściany i sufit pokryte są rzeźbami.
Tanlay odegrało swoja rolę w wojnach hugonockich, a pamiątka po tym jest pewna sekretna komnata z alegorycznym freskiem na suficie.

Burgudia znaczy wino

Oczywiście nie ma Burgundii bez wina. W okolicach Flavigny znajduje się mała winnica Flavigny-Alesia, nawiązująca do dawnych tradycji winiarskich regionu. Wino było tutaj uprawiane nieprzerwanie od XIII wieku po koniec wieku XIX, kiedy to tutejszą winorośl zniszczyła zaraza filoksery. W 1994 uprawy odtworzono na niewielkim terenie i produkuje się tu wina białe, różowe, czerwone, a także rozmaite napoje alkoholowe na bazie winogron.
W Burgundii znajduje się słynny winiarski region, czyli Chablis. Odwiedzamy rodzinną winnicę, Chateau de Beru, której dodatkowym atutem jest piękna, zabytkowa (z XIII wieku) posiadłość. Dom można oglądać, choć to nie muzeum a siedziba rodowa, a część obiektu służy jako część hotelowa. Oczywiście jest tu także miejsce na degustację – wina i pysznego jedzenia przygotowanego w tutejszej kuchni.
Jednak Burgundia nie tylko małymi winnicami stoi. To także duże piwnice, produkujące znane marki win, takie jak np. musujące Cremant de Bourgogne. Les Caves Bailly Lapierre to ciągnące się kilometrami jaskinie pełne butelek, w których pracuje ten szlachetny trunek. Można je zwiedzać i można ostateczny produkt degustować. Do woli, bo barkę możemy zacumować zaledwie kilkanaście metrów dalej, przy kanale.

Szpital Małgorzaty

Dziś, kiedy jesteśmy poważnie chorzy, udajemy się do szpitala. Jednak w XV wieku nie było to tak oczywiste – szpitali nie było, a ludzie chorowali we własnych domach, leżąc w łóżkach, często dzielonych z całymi rodzicami. Przy takich warunkach aż dziwne, że jednak nie wykosiły nas rozmaite epidemie… Ten stan rzeczy zmieniła pewna inteligentna, stanowcza, wpływowa i obdarzona szlachetnym sercem kobieta – Małgorzata Burgundzka, czyli Małgorzata York, córka Ryszarda Plantageneta i żona Karola Zuchwałego. W miasteczku Tonnerre Małgorzata w wielkim budynku założyła pierwszy szpital, Hotel Dieu, a obok niego w jakiś czas później stworzyła szkołę dla profesjonalnych lekarzy (co tez nie było takie oczywiste, ponieważ wcześniej tę rolę spełniali cyrulicy). Sama Małgorzata pracowała w szpitalu wraz z pielęgniarkami. Do dziś w budynku znajduje się jej nagrobek. W jednej części dawnego szpitala znajduje się część muzealna, między innymi poświęcona ówczesnej – i trochę późniejszej służbie zdrowia, a tutejsze narzędzia chirurgiczne przyprawiają o dreszcze.
W uroczym Tonnerre do zobaczenia jest jeszcze kilka rzeczy – między innymi piękna i tajemnicza sadzawka „Fosse Dionne”, miejsce tragicznej śmierci wielu nurków, oraz Hotel d’Uzes, miejsce urodzin pewnego bardzo znanego francuskiego szpiega z XVIII wieku.

Auxerre

Nasza wycieczka obejmuje Kanał Burgundzki, ale to nie jedyna tutejsza droga wodna. Niedaleko znajduje się drugi kanał, Nivernais, a nad nim piękne i pełne zabytków miasto Auxerre. Warto zobaczyć tutejszą katedrę św. Szczepana, bardzo przypominającą paryską Notre-Dame, centrum z wieżą zegarową i budynkami reprezentującymi różne style architektoniczne i klasztor Saint-Germain, istniejący od ponad 1000 lat. W Auxerre odbywa się w ciągu roku wiele świąt związanych z lokalnymi winami i produktami spożywczymi, np. serami, a także sporo wydarzeń kulturalnych.
Naszą przygodę z barkami kończymy w Brienon, drugiej bazie Nicolsa w Burgundii. Żegnam moją wygodną łódeczkę, kaczki, które rano przyszły na śniadanie i pociągiem z odległej o kilka kilometrów stacji w Laroche- Migennes ruszam do Paryża. Z żalem, bo bawiłam się przednio i chętnie zostałabym dłużej.
Monika Frenkiel

Hausbootwochenende Saverne Lutzelbourg Saverne

Am 1. April (das ist kein Aprilscherz) starteten wir (Moni-que Schmidlin, Brigitte Zeuggin, Catherine Rütter, Céline Boxler, Seline Märki, Sina Thüring und Anja Volkart) zu unse-rem Hausboot-Abenteuer im Elsass.
Nach gut 2 Stunden Autofahrt (ab Basel) trafen wir in Saverne ein. Als erstes machten wir einen Stopp im „Super U“ und deckten uns mit Lebensmitteln für unsere Hausboottour ein. Die Auswahl war riesig und der Einkauf dauerte entsprechend etwas länger als geplant… Der Supermarkt liegt nicht weit von der Nicols Basis entfernt und nach weniger als 5 Minuten Fahrt kamen wir bei der Station an. Wir wurden von den Nicols Mitarbeitern herzlich empfangen. Cedric, der „chef de base“, erledigte zuerst die Formalitäten mit uns und zeigte uns dann zusammen mit seinem Kollegen Sebastian das Boot. Die Instruktion wurde in fliessendem Deutsch gehalten. Die Mitarbeiter von Nicols waren sehr nett und zuvorkommend.
Gut instruiert und frohen Mutes begannen wir unsere Fahrt. Schon nach 300 Metern ging es in die erste Schleuse, direkt neben dem Schloss von Saverne. Diese war ziemlich hoch und entsprechend anspruchsvoll. Bei der Ausfahrt blieben wir mit einem der Fender an einem Holzgitter hängen und der Fender riss ab, ohne dass wir es bemerkten. Ein aufmerksamer Herr bemerkte es und brachte uns den Fender zurück.( Dass ein Fender abreisst, kann einmal passieren, wichtig ist, dass man ihn zur Basis zurückbringt, damit ihn NICOLS wieder anbringen kann. Wenn ein Fender verloren geht, muss man ihn bezahlen.)

Wir fuhren auf dem Canal de la Marne au Rhin Richtung Lutzelbourg. Die Strecke war schön, wir kamen an Wäldern und kleinen Weilern vorbei. Bei einem alten Schleusenwärterhaus wurden frische Eier verkauft und wir deckten uns noch schnell mit Eiern fürs Frühstück am nächsten Tag ein. Alle durften mal ans Steuer und konnten selber erleben, dass das Steuern eine reine Übungssache ist.

Es wehte ein starker Wind und wir waren froh, dass das Nicols OCTO ein Bugstrahlru-der hat. Nach vier Stunden und gefühlten 20 Schleusen kamen wir in Lutzelbourg an. Das Anlegen bei starkem Wind vollbrachten wir kunstvoll mit einer (ungewollten) Pirouette. Da die Schleusen zwischen Saverne und Arz-willer als „Kette“ geschaltet werden, melde-ten wir uns als erstes mit dem automati-schen Telefon bei der Schleuse in Lützel-bourg ab. So wusste die Zentrale in Saverne, dass wir hier unterbrechen und die nächste Schleuse nicht mehr für uns vorbereitet werden muss. Dann erkundeten wir das kleine Dörfchen Lutzelbourg. Da wir nach der anstrengenden Fahrt müde waren, schafften wir es leider nicht mehr auf die Burg. Aber wir spazierten noch zur Basis von Locaboat und begutachteten die Konkurrenzboote. Die Penichettes gefielen uns aber nicht so gut wie unser Nicols Estivale OCTO Boot. Da-nach bereiteten wir einen feinen Apéro zu (Oliven, elsässischer Flammenkuchen sowie andere kleine Lecke-reien), den wir auf der schönen hinteren Terrasse einnahmen. Danach ging es ans Kochen unseres Abendes-sens. Die Küche war zwar etwas eng, aber gut ausgestattet und im Nu war das Essen auf dem Tisch. Wir ge-nossen unsere Spaghetti mit verschiedenen Saucen und Salat. Nach diesem Festmahl zogen wir uns bald in unsere Kajüten zurück. Da es nachts rasch kälter wurde, wollten wir die Heizung einschalten, das klappte jedoch nicht auf Anhieb. Da wir unser Boot noch nicht an den Strom angeschlossen hatten und an diesem Tag „nur“ 3 Stunden gefahren waren, war die Batterie zu wenig geladen, dass die Heizung anspringen konn-te. Im Prinzip funktioniert die Heizung mit Gas, aber das Anschalten benötigt scheinbar Batterie.

Das Frühstück am nächsten Morgen haben Catherine, Monique und Brigitte vom örtli-chen Bäcker geholt. Vom Pain au Chocolat über Baguettes bis zu Croissants, feinen Ku-chen und Patisserie konnte man alles in dieser Boulangerie erhalten. Unser Frühstück war üppig und schmeckte super! Nach dem Frühstück hiess es wieder „Anmelden“ für die Schleusenkette und Leinen los, zurück Richtung Saverne. Das Wetter war noch schöner als am Tag davor. Die Sonne wärmte uns, und wir konnten bequem an Deck liegen ausser natürlich unser Kapitän und ein paar Fleissige, die beim Schleusen mit anpackten. Anja übernahm praktisch auf der ganzen Rückfahrt den Kaptiänsdienst, da ihr das Fahren grossen Spass machte und sie ein richtiges Naturtalent war. Sie fuhr wie eine erfahrene Bootsführe-rin. Nach dem Anlegen in Saverne, leckerem Mittagessen und putzen des Bootes, mussten wir leider schon Abschied nehmen von unserem „OCTO“.
Ein Mitarbeiter zeigte uns dann die ganze übrige NICOLS Flotte, so dass wir nun „gerüstet“ sind für alle zu-künftigen Kundenanfragen und die verschiedenen Bootstypen nun bestens kennen.
Ein herzliches Dankeschön an NICOLS, die uns diese Studienreise ermöglicht haben!

GRANDE LAGO – Hausbootferien für Geniesser! (Teil 3/3)

Heute ist unser letzter Tag auf dem Boot und wir wollen es nochmals so richtig geniessen.

Nach einer Stunde Fahrt «parkieren» wir das Boot mitten auf dem See um zu baden. Danach sind wir hungrig und machen uns ein paar Sandwiches. Das Boot treibt vom Wind leicht ab und wir müssen ab und zu den Motor starten um nicht in «unsichere Gefilde» abzutreiben.

Unser nächstes Etappenziel ist der Staudamm von Alqueva. Dieser Anleger ist nicht öffentlich und es braucht eine Schlüsselkarte um die Türe zum Pier zu öffnen. Es gibt hier 2 reservierte Plätze für Nicols Hausboote. Wir besichtigen den Damm und lesen die Informationen zur Geschichte, zum Bau und der Stromversorgung in der Region.

Der Damm ist fast 100 m hoch und es dauerte ein Jahrhundert von seiner Planung bis zur Fertigstellung!

Nun geht es zurück nach Amieira Marina. Noch einmal geniessen wir die Ruhe und die schöne Landschaft des Grande Lago…

Bei unserer Rückkehr sind schon viele Boote an der Basis. Nach den letzten Tagen haben wir nun aber genug Übung um das Anlegemanöver auch bei engeren Platzverhältnissen sicher zu bewerkstelligen.

Nach einem Apèro auf unserem Boot gehen wir ins Panoramarestaurant zum Abendessen. Noch ein letztes Mal schlafen in unseren Kojen und dann heisst es Abschied nehmen von unserem Boot…

Die Nicols Basis in Amieira Marina ist gut ausgestattet. Neben dem Panoramarestaurant gibt es auch eine Caféteria und ein Wassersportzentrum, wo man z. B. Kajaks mieten kann.

Da es keinen Supermarkt hat, ist es wichtig, dass man bereits vor Ankunft einkauft. Wenn man von Lissabon her kommt, empfiehlt es sich in Portel (ca. 20 km vor Amieira) im Intermarché einzukaufen. Dort erhält man alles, was man für die ersten Tage auf dem Boot braucht. Der Kühlschrank auf dem Boot hat eine gute Grösse und auch ein Gefrierfach, so dass man Einiges unterbringen kann. In den Dörfern rund um den See hat es nur kleine Läden, in denen man das Nötigste erhält.

Man kann diese Hausbootferien sehr gut mit einem Aufenthalt in Lissabon und/oder Evora kombinieren. Beides sind sehr attraktive Städte, die viele Sehenswürdigkeiten bieten.

Impressionen von Lissabon:

Impressionen von Evora:

Unsere Ferien dauerten vom 01. – 08.10.16: 3 Tage Lissabon, 4 Tage auf dem Boot, 1 Tag Evora.

Eigentlich war es nur 1 Woche, kam uns aber vor wie mindestens 2 Wochen Ferien, weil wir so viel gesehen und erlebt haben. Es waren total erholsame Ferien und wir haben sie von A-Z genossen.

Wir kommen wieder!

Catherine R., Basel, Schweiz

GRANDE LAGO – Hausbootferien für Geniesser! (Teil 2/3)

Früh am nächsten Morgen starten wir unsere Wanderung ins Städtchen hoch. Es ist noch angenehm kühl und wir schlagen ein flottes Tempo an. Leider gibt es in Portugal nicht überall Wanderwege und auch kein Trottoir, so müssen wir der Strasse entlang marschieren. Weit und breit ist aber kein Auto in Sicht und wir wetten, wie viele Autos uns wohl kreuzen resp. überholen werden bis nach Monsaraz. Ich gewinne die Wette, da uns während dieser 1.20 h genau 7 Autos passieren. J Nun wird es langsam warm und wir sind froh, als wir am Stadttor ankommen.

Wir verbringen den ganzen Morgen in den engen Gassen, besichtigen die Arena, besuchen die paar kleinen Läden und stärken uns in einem Bistro. Die Leute sind wie überall hier sehr freundlich und haben auch Zeit für einen Schwatz. In der Mittagshitze wollen wir nicht zu Fuss zum Anleger zurück sondern bestellen uns ein Taxi. Da ich kein Portugiesisch kann, versuche ich dem Taxichauffeur unseren Standort am Telefon auf Spanisch, Englisch und Französisch zu erklären, was er nur mühsam versteht. Als er uns dann abholt, merken wir, dass er fliessend deutsch spricht, da er viele Jahre in Deutschland gearbeitet hat…

Wir fahren heute weiter nach Luz, eine kurze Etappe von nur 1.5 h. Dieses Dorf wurde durch den Stausee überflutet und anschliessend an einem neuen Standort am Ufer wieder originalgetreu aufgebaut. Ein 1 km langer Holzsteg führt vom Pier zum Dorf. Wir sind das einzige Boot am Anleger und beschliessen bei dieser Hitze zuerst einmal eine Dusche zu nehmen. Die Aussendusche auf der Terrasse unseres Bootes ist wirklich praktisch. Beim Duschen hören wir plötzlich wildes Glockengebimmel. Es tönt wie auf einer Schweizer Alp… Wir steigen aufs Bootsdach und sehen eine Herde Kühe, die zum Trinken ans Seeufer kommt.

Wir verbringen einen gemütlichen Nachmittag auf der Bootsterrasse mit Lesen und Gesellschaftsspielen. Gegen Abend kommen 2 Dorfbewohner zum Fischen ans Pier. Nach kurzer Zeit haben sie bereits 2 grosse Fische aus dem See gezogen. Ihr Abendessen ist gesichert… und auch wir bekommen Hunger und bereiten unser Abendessen zu. Beim Essen ist es bereits dunkel und wir sehen die Milchstrasse und tausende von Sternen. Wie schön, dass es in dieser Gegend so wenig Lichtquellen gibt. Am nächsten Morgen machen wir noch vor dem Frühstück einen Spaziergang ins Dorf. Am Dorfeingang hat es nämlich eine gute Bäckerei, wo wir frische Backwaren für ein feines Morgenessen kaufen wollen. Schon von weitem steigt uns der feine Duft in die Nase…

Etwas ausserhalb des Dorfes gibt es ein kleines Museum. Leider ist es heute Morgen noch geschlossen, aber wir können von der Aussichtsplattform des Museums die Stelle im See sehen, wo das Dorf Luz ursprünglich gestanden hat.

>> Lesen Sie mehr des Artikels (Teil 2/3)

GRANDE LAGO – Hausbootferien für Geniesser! (Teil 1/3)

Suchen sie Ruhe und Entspannung gemischt mit einer Prise Abenteuer und etwas Romantik? Oder vielleicht wollen sie auch schwimmen, paddeln und beim Angeln ihr Glück versuchen? Dann kommen Sie nach Portugal und mieten sie ein Nicols Hausboot auf dem Grande Lago. Der grösste Stausee Europas liegt im Alentejo, 2 Autostunden von Lissabon entfernt in einer ländlichen Umgebung mit Olivenhainen und etwas Weinbau. Die Dörfer am Seeufer sind klein aber pittoresk. Die Nicols Basis in Amieira Marina ist die einzige Hausbootbasis am Grande Lago. Ausser ein paar kleinen Fischerbooten ist man alleine auf diesem riesigen Stausee. Die Hausboote sind super ausgerüstet und in gutem Zustand. Die Boote haben GPS und Sonar, was die Navigation einfacher und auch für Anfänger sicher macht. Denn der Grande Lago ist ein künstlicher Stausee, bei dessen Bau eine hügelige Landschaft überflutet wurde. Die Hügel ragen nun als hunderte von kleinen Inseln aus dem See. Auch Bäume, Mühlen und sogar ein ganzes Dorf sind unter der Wasseroberfläche verschwunden. Das GPS gibt die sichere Route an und das Sonar warnt vor Untiefen und «Hindernissen». Das Seewasser ist sehr sauber. Die Leute in den Dörfern nutzen es sogar als Trinkwasser. Die Nicols Boote hier haben 2 Wassersysteme: einerseits den Trinkwassertank und andererseits eine Wasserversorgung, die direkt das Seewasser aufbereitet. So hat man immer genug Wasser ohne dass man nachtanken muss. In der Küche und im Bad hat es Seifenspender mit biologisch abbaubarem Abwasch-/Duschmittel, so dass das Seewasser nicht belastet wird. Da hier fast 365 Tage im Jahr die Sonne scheint, sind die Boote mit Solarzellen ausgestattet. Auch ein Gratis-Telefon ist an Bord. Man kann damit bei Bedarf von unterwegs nicht nur die Bootsbasis sondern auch die Restaurants und Läden in den Dörfern am See kontaktieren. Diese holen die Bootsgäste von der Anlegestelle für den Einkauf oder das Abendessen ab und bringen sie nachher wieder zurück aufs Boot (z. T. sogar kostenlos). Das ist ein toller Service, vor allem an den Orten, wo der Bootsanleger einige Kilometer vom Dorf entfernt ist. Bei jedem Dorf hat es am Seeufer eine T-förmige schwimmende Holzplattform, wo man für die Nacht anlegen kann. Diese Anlegestellen sind gratis. Im Gegensatz zu den Häfen in Frankreich bieten diese Anleger aber keinen Stromanschluss oder sonstige Infrastruktur. Natürlich kann man aber auch auf einer der vielen kleinen Inseln im See für die Nacht anlegen, Robinson Crusoe Feeling inklusive J.

Nach einer detaillierten Einführung (theoretischer Teil im Schulungsraum plus praktischer Teil direkt auf unserem ESTIVALE QUATTRO Boot) fühlen wir uns gewappnet für unser Bootsabenteuer. Wir machen eine Miniwoche (Dienstag – Samstag) mit folgender Route: Amieira Marina – Estrela – Mourao – Monsaraz – Luz – Staudamm von Alqueva – Amieira Marina.

Nach 2.5 h Fahrt erreichen wir unseren ersten Etappenort Estrela. Wir sind das einzige Boot am Anleger und geniessen während unseres Abendessens die eindrückliche Stille und den wunderschönen Sonnenuntergang.

Nach den vielen Eindrücken dieses Tages sind wir müde und gehen früh schlafen. In den Kabinen ist es heiss, da es tagsüber (wie immer in dieser Woche) über 30 Grad im Schatten hatte. Mitten in der Nacht wachen wir auf, weil wir frieren. Faserpelz und dicke Socken werden montiert… Am nächsten Morgen finden wir schöne warme Duvets im Bettkasten. Die Nicols Crew hat für die kühlen Herbstnächte vorgesorgt J Die Boote verfügen auch über eine Heizung, man ist also gerüstet. Nach dem Frühstück spazieren wir durchs Dorf, das nur 300 Einwohner hat und sehr nahe am Bootsanleger (50 m) liegt. Nach unserem Rundgang machen wir das Boot startklar und legen ab. Unser nächstes Ziel ist Mourao.

Mourao ist mit 2111 Einwohnern der grösste Ort am See und 2 km vom Anleger entfernt. Es ist schon recht heiss, aber wir beschliessen trotzdem ins Dorf zu laufen. Kurz vor dem Dorfeingang hat es eine Barackensiedlung mit Roma. Man sollte hier etwas Vorsicht walten lassen, also z.B. keine Wertgegenstände sichtbar auf dem Boot lassen. Das mittelalterliche Dorf maurischen Ursprungs ist hübsch und wir wandern durch die engen Strassen auf den Hügel mit der Burg. Von hier hat man einen weiten Blick über die Landschaft und den See. Am Dorfplatz mit Park gönnen wir uns ein feines Glacé bevor wir den Rückweg zum Boot antreten. Auf der Weiterfahrt passieren wir die einzige Brücke über den See.

Dann erscheint Monsaraz in unserem Blickfeld. Bilderbuchmässig thront es von einer Stadtmauer umgeben auf dem Hügel. Der Anleger ist 6 km vom Städtchen entfernt Am Holzpier liegen bereits 4 andere Nicols Boote. Hier gibt es auch ein Wassersportzentrum und ein Restaurant. Da heute der Tag der Republik ist (05.10.), also ein Feiertag, herrscht sogar etwas Betrieb. Einheimische sind am Fischen, es wird gebadet und gepaddelt. Auch wir gönnen uns eine Abkühlung im See bevor wir unser Abendessen zubereiten. Wieder essen wir auf unserer schönen Bootsterrasse und wieder wird unser Abendessen von einem wunderschönen Sonnenuntergang begleitet.

>> Lesen Sie mehr des Artikels (Teil 2/3)