Tous les articles par Nicols

Explore the Grande Lago in Portugal

It is very rare to discover anywhere in Europe. It’s pretty well-trodden and everywhere that’s nice is known about. In fact the only way this can happen is if something is new, or it has emerged from behind an iron curtain. So it came as surprise to explore the Grande Lago in Portugal. This was created in 2002 when the River Guardiana was dammed at Alqueva. It is about 70 miles long and has 15 hire boats on it, that’s it! It’s totally nuts! They could have 10 times as many as this and it would still feel spacious. You can explore the whole thing in a week and there are 10 attractive villages dotted around the edge each having its own (free) marina.

Although there are no locks on the lake there is still a navigational challenge. Former peaks of once proud hills can lurk only a metre under the surface. There are also tops of trees and occasionally the roofs of former water mills which were on the original path of the river!  Apparently they can’t just knock these down, as they are of historical interest. Luckily a fairly substantial sonar on the boat alerts you to these dangers.

The undoubted highlight of the lake is the hill-perched town of Monsaraz which now affords great views over the lake.

However my favourite place was Estrela which by pure luck now sits right on the lake shore. The tops of former hills and valley ridges create a beautiful low rolling set of islands and promontories. It has a simple tavern that fills up with old-timers who amusingly know absolutely nothing about boats.

The walk into Alqueva town is a perfectly relaxing stroll through green, rolling farmland dotted with sheep and cattle. The landscape is almost toy-like in its simplicity.

In Luz the entire village was moved up the hill brick by brick and person by person to avoid being flooded. The result is a weird mix of a real homely community with unmistakably Portuguese architecture and wide unnaturally straight roads, reminding you all is not quite what it seems.

Juromenha castle at the northern tip of the lake is especially atmospheric and although abandoned has been colonised by wild red and yellow flowers.

Mes vacances en bateau sans permis

Du plus loin que je me souvienne, nous partions en vacances en tribu. De 10 à 20 personnes se retrouvaient ainsi à tout partager l’espace d’une semaine ou deux. Le temps a passé ; aujourd’hui c’est nous qui sommes au seuil de l’âge adulte et il se trouve que cette année trois de nos parents avaient 60 ans… Alors il vint à l’idée de l’un d’entre nous de leur offrir une balade. Des origines bourguignonnes ajoutées au souvenir que nos parents avaient eux-mêmes navigués sur d’autres cours d’eau nous firent réserver une péniche à Venarey. Bien nous en prit !

Il fallait que cela soit une surprise … Ce n’est que sur le chemin vers la Bourgogne qu’ils connurent la destination sans toutefois en connaître l’objectif. Quant apparut la base nautique NICOLS, la messe était dite ! C’est donc à 12 que nous embarquâmes le vendredi soir sur notre esquif baptisé SANCERRE, cela ne s’invente pas ! Alors pour faire bonne mesure et pour donner le ton du weekend, nous ouvrîmes quelques flacons ; la région ne manque pas de références œnologiques et ce n’est pas le moindre de ses attraits. D’ailleurs il y a à Venarey une de ses tables sincères où la bonne chair est respectée et l’ambiance décontractée ; c’est donc au Bistrot de Louise que nous nous sommes rassasiés.

Dès potron-minet, nous entamâmes notre navigation qui nous conduira aux forges de Buffon, un sacré bel endroit à côté duquel nous jetterons l’ancre pour la nuit. Mais avant d’y arriver, nous avons pu profiter à foison du soleil généreux et de la gentillesse du personnel des VNF qui d’une écluse à l’autre nous ouvraient notre voie. Midi fut l’occasion d’une pause barbecue sur le chemin de halage. La cuisson n’étant pas instantanée, nous décidâmes de nous désaltérer ! Quand enfin la viande était cuite, c’est tout naturellement que nous bûmes les bouteilles que nous avions trouvées sur la table à notre arrivée. Délicate attention qui fut appréciée de chacun. Honnêtement, on aurait bien fait une petite sieste, mais vous savez ce que c’est … l’appel du large ! Alors nous appareillâmes, direction Montbard à proximité duquel deux d’entre nous firent une grande longueur dans le canal. Les autres optèrent pour le rooftop. Crème et lunettes obligatoires ! Arrivés à destination, le lieu se prête à la détente ; le canal, son chemin de halage ombragé, les forges, tout prête au repos et la promenade nous emmènera jusqu’au village où nous dinerons au Marronnier qui perpétue cette tradition de l’hostellerie de qualité.

Au petit matin, nous forcerons l’admiration des pêcheurs par notre demi-tour qui, avouons le, était tout à fait exceptionnel. Mais alors que le premier jour s’était effectué sous un ciel bleu, le gris était désormais de mise. Alors, sans réfléchir, il fut décidé de compenser et l’ambiance monta de deux ou trois crans ! Une enceinte sans fil à côté de la barre et la péniche se mit à rouler sur tout le chemin du retour. A chaque passage, les éclusiers nous accompagnaient d’un clin d’œil complice voire d’un déhanché dans le rythme. Et même la maréchaussée qui nous a fait de grands signes en passant. Heureusement qu’ils ne nous ont pas contrôlés… Quant aux vaches, pour un peu elle se sauraient crues à Woodstock !
Si les bonnes choses ont une fin, c’est pour qu’on en garde le souvenir. Et bien, croyez moi, ce weekend est bien ancré dans notre mémoire. Le bateau, le canal, les personnes croisées, le soleil et … notre tribu !

Romain Loisel

Burgundzkie wakacje

Czy ktoś, kto nigdy nie pływał barką i doświadczenie żeglarskie ma znikome (no, może umie zawiązać węzeł na knadze i ma obsesję na punkcie klarowania lin) może spędzić tydzień pływając barkami po cywilizowanej Europie? A jeśli chodzi o szczegóły – po Burgundii? Pewnie, że może.

Z czym się Wam kojarzy Burgundia? Bo mnie się kojarzyła z winem, oczywiście. I na piciu wina i jedzeniu serów zamierzałam spędzić swoją wycieczkę, bez pchania się za ster i szarpania się z linami. Okazało się jednak, że w Burgundii jest więcej rzeczy do zobaczenia niż tylko winnice a samo prowadzenie barki jest banalnie proste, porównywalne – przynajmniej dla mnie – do jazdy na rowerze.

Gallowie w klasztorze

Nasza wycieczka zaczyna się w Venarey. Barka, na jakiej mieszkam, to rzeczywiście mały domek, o komforcie mnie zaskakującym. Wygodne łóżko, przy kabinie łazienka, mały, sympatyczny salonik, kuchnia z lodówką… Full wypas. I prowadzi się ja bajecznie łatwo, po kilku minutach szkolenia – więcej zachodu jest tylko w trakcie przepływania przez śluzy, ale po pierwszym dniu nabiera się wprawy.

Z Venarey blisko jest do pobliskich atrakcji – to przede wszystkim Fontenay Abbey, najstarszy klasztor cystersów w Europie, założony przez Bernarda z Clairvaux. Ostatni nisi opuścili to miejsce w 1790 roku i w 1820 roku przeszło w ręce prywatne. Właściciele, czyli rodzina Montgolfier, od tamtej pory systematycznie restaurują budynki opactwa i udostępniają je zwiedzającym. Ten przepiękny, pozbawiony zbędnych ozdób klasztor jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a związana jest z nim także anegdota ze świata mody. Mianowicie to wzór z tutejszych okien posłużył Coco Chanel do stworzenia jej słynnego logo.

Jeśli o klasztorze mowa, to w jednej z pięknych tutejszych miejscowości, Flavigny (to w tym mieście nakręcono film „Czekolada”) znajduje się gratka dla prawdziwych łasuchów – wytwórnia słodyczy z anyżu mieszcząca się na terenach dawnego opactwa benedyktynów. Wytwarzane tutaj cukierki w charakterystycznych pudełeczkach znajdziecie wszędzie w Burgundii, a jeśli macie dzieci, to to miejsce spodoba im się na pewno. Podobnie jak inne, znajdujące się w pobliżu – MuseoParc. To wielki, okrągły budynek stojący w pobliżu pola bitwy. Bitwy między Rzymianami pod wodzą Juliusza Cezara a Gallami pod wodzą Wercyngetoryksa (znanego Polakom chociażby z komiksu o Asterixie). Samo centrum MuseoParc to miejsce, w którym dzięki multimedialnym prezentacjom można poznać historię wojen rzymsko-galijskich. Znajdziemy tu także archeologiczne pamiątki i możemy popatrzeć na odtwarzane przez rekonstruktorów pojedynki prezentujące broń i sposoby walki. Zresztą nie tylko pojedynki, ale i oblężenie osady, bowiem MuseoParc posiada także zrekonstruowany fort, w którym odbywają się pokazy bitew.

Na pobliskim polu bitwy znajduje się także olbrzymi pomnik Wercyngetoryksa.

Przyrodnik, matematyk i naukowiec

Wiele turystycznych atrakcji znajduje się tuż nad Kanałem Burgundzkim. Wystarczy zacumować na brzegu (a miejsc do cumowania jest sporo, takich wyposażonych w udogodnienia albo całkiem dzikich). Jednym z nich jest Grande Forge de Buffon, połączenie farmy, kuźni, fabryki i dworu. To miejsce zbudował 1768 niejaki Georges-Louis Leclerc, Comte de Buffon, znany francuski filozof, przyrodnik i matematyk. To tutaj mieszkał razem z robotnikami (dla których stworzył cały zestaw budynków mieszkalnych i gospodarczych, wraz z ogrodami i łaźniami) oraz przeprowadzał swoje doświadczenia. Dziś można zwiedzać część budynków, wraz ze znajdującą się w nich ekspozycją na temat prac naukowca oraz pozostałości kuźni i ogrody.

Zamki Burgundii

Mnie osobiście najbardziej interesuje architektura i budynki, więc Burgundia z jej pięknymi zamkami sprawiła mi dużo radości. Na naszej trasie były dwa: d’Ancy-le-Franc oraz Tanlay (chociaż rozmaitych chateau jest tu znacznie więcej). Ten pierwszy, zbudowany przez słynnego architekta Sebastiano Serlio, ma bardzo charakterystyczny, czworokątny układ architektoniczny, ze zgrabnym dziedzińcem pośrodku. Znany jest tez ze swoich naściennych malowideł. Z kolei Tanlay, choć z zewnątrz wygląda na bardziej zniszczony, posiada zachowany oryginalny wystrój, który ominęły szaleństwa Rewolucji Francuskiej. W zamku znajduje się ciekawostka – Wielka Galeria z malowidłami tworzącymi optyczną iluzję. Kiedy wchodzimy do niej, wydaje nam się, że ściany i sufit pokryte są rzeźbami.
Tanlay odegrało swoja rolę w wojnach hugonockich, a pamiątka po tym jest pewna sekretna komnata z alegorycznym freskiem na suficie.

Burgudia znaczy wino

Oczywiście nie ma Burgundii bez wina. W okolicach Flavigny znajduje się mała winnica Flavigny-Alesia, nawiązująca do dawnych tradycji winiarskich regionu. Wino było tutaj uprawiane nieprzerwanie od XIII wieku po koniec wieku XIX, kiedy to tutejszą winorośl zniszczyła zaraza filoksery. W 1994 uprawy odtworzono na niewielkim terenie i produkuje się tu wina białe, różowe, czerwone, a także rozmaite napoje alkoholowe na bazie winogron.
W Burgundii znajduje się słynny winiarski region, czyli Chablis. Odwiedzamy rodzinną winnicę, Chateau de Beru, której dodatkowym atutem jest piękna, zabytkowa (z XIII wieku) posiadłość. Dom można oglądać, choć to nie muzeum a siedziba rodowa, a część obiektu służy jako część hotelowa. Oczywiście jest tu także miejsce na degustację – wina i pysznego jedzenia przygotowanego w tutejszej kuchni.
Jednak Burgundia nie tylko małymi winnicami stoi. To także duże piwnice, produkujące znane marki win, takie jak np. musujące Cremant de Bourgogne. Les Caves Bailly Lapierre to ciągnące się kilometrami jaskinie pełne butelek, w których pracuje ten szlachetny trunek. Można je zwiedzać i można ostateczny produkt degustować. Do woli, bo barkę możemy zacumować zaledwie kilkanaście metrów dalej, przy kanale.

Szpital Małgorzaty

Dziś, kiedy jesteśmy poważnie chorzy, udajemy się do szpitala. Jednak w XV wieku nie było to tak oczywiste – szpitali nie było, a ludzie chorowali we własnych domach, leżąc w łóżkach, często dzielonych z całymi rodzicami. Przy takich warunkach aż dziwne, że jednak nie wykosiły nas rozmaite epidemie… Ten stan rzeczy zmieniła pewna inteligentna, stanowcza, wpływowa i obdarzona szlachetnym sercem kobieta – Małgorzata Burgundzka, czyli Małgorzata York, córka Ryszarda Plantageneta i żona Karola Zuchwałego. W miasteczku Tonnerre Małgorzata w wielkim budynku założyła pierwszy szpital, Hotel Dieu, a obok niego w jakiś czas później stworzyła szkołę dla profesjonalnych lekarzy (co tez nie było takie oczywiste, ponieważ wcześniej tę rolę spełniali cyrulicy). Sama Małgorzata pracowała w szpitalu wraz z pielęgniarkami. Do dziś w budynku znajduje się jej nagrobek. W jednej części dawnego szpitala znajduje się część muzealna, między innymi poświęcona ówczesnej – i trochę późniejszej służbie zdrowia, a tutejsze narzędzia chirurgiczne przyprawiają o dreszcze.
W uroczym Tonnerre do zobaczenia jest jeszcze kilka rzeczy – między innymi piękna i tajemnicza sadzawka „Fosse Dionne”, miejsce tragicznej śmierci wielu nurków, oraz Hotel d’Uzes, miejsce urodzin pewnego bardzo znanego francuskiego szpiega z XVIII wieku.

Auxerre

Nasza wycieczka obejmuje Kanał Burgundzki, ale to nie jedyna tutejsza droga wodna. Niedaleko znajduje się drugi kanał, Nivernais, a nad nim piękne i pełne zabytków miasto Auxerre. Warto zobaczyć tutejszą katedrę św. Szczepana, bardzo przypominającą paryską Notre-Dame, centrum z wieżą zegarową i budynkami reprezentującymi różne style architektoniczne i klasztor Saint-Germain, istniejący od ponad 1000 lat. W Auxerre odbywa się w ciągu roku wiele świąt związanych z lokalnymi winami i produktami spożywczymi, np. serami, a także sporo wydarzeń kulturalnych.
Naszą przygodę z barkami kończymy w Brienon, drugiej bazie Nicolsa w Burgundii. Żegnam moją wygodną łódeczkę, kaczki, które rano przyszły na śniadanie i pociągiem z odległej o kilka kilometrów stacji w Laroche- Migennes ruszam do Paryża. Z żalem, bo bawiłam się przednio i chętnie zostałabym dłużej.
Monika Frenkiel

Grande Lago, Portugal – a great adventure! (part 3/3)

This is the last full day of our trip and we want to make sure we are back at the Aimieira base this evening as we have to return the boat the following morning. We want to savour this last day so after an hour of sailing and while in the middle of the vast lake we enjoy a quick swim and some sandwiches for lunch.

Our next destination on route is the Alqueva dam. The mooring pier here is not for public use and it takes a card to open the entrance. Luckily there are two mooring spaces reserved for Nicols boats so we moor and visit the impressive 100m tall dam.

The last step of our journey once again highlights the peace and quiet and beautiful landscapes of the Grande Lago Alqueva.

As we reach the base at Amieira Marina there are already many boats moored up but thanks to a few days experience we easily manoeuvre the Quattro into a free space.

Our plan is to enjoy an evening meal at the marina’s restaurant, dining on the terrace to enjoy the panoramic views.

PRACTICAL INFORMATION:

The Nicols base has lots for visitors – in addition to the restaurant there is a cafeteria, a shop and a watersports centre where you can hire an array of gear including kayaks. As there is no supermarket it is important to shop before you get to Amieira Marina. If travelling from Lisbon I would recommend stopping in Portel (20km from Amieira).

This holiday on a boat would be great to combine with a stay in either Lisbon or Evora. Both cities are remarkable and offer plenty of visitor attractions.

An illustration of Lisbon:

An illustration of Evora :

Our holiday was the first week of October broken down to 3 days in Lisbon, 4 days on the boat and 1 day in Evora. Although it was only a week the variety and everything we packed into it made it feel more like two weeks. We saw so much and lived completely differently to usual life and what’s more it was a very relaxing break!

We’re sure we’ll return again one day…

Catherine R., Basel, Switzerland

Grande Lago, Portugal – a great adventure! (part 2/3)

It is 6km from the pier into Monsaraz so early the next morning we set off on the walk and spend the morning exploring, visiting the fortifications and small shops as well as taking the weight off our feet with a coffee break. By the time we’re ready to return to the boat the weather is too hot for the walk so we take a taxi.

Our next stop is Luz, a village that was flooded by the dam and rebuilt adjacent to the resulting lake. On arrival we are the only boat at the floating pier and as it is so hot we decide to take a shower utilising the outside shower that’s on the deck of our Quattro. At that point there is suddenly a ring of bells…what is it…have we been transported to the Swiss Alps?! At that point we watch as a herd of cows wanders down to the water for a drink!

We spend a pleasant afternoon on the boat terrace reading and playing board games while in the evening we star gaze at the thousands of stars in the sky – made easy by the lack of light pollution.

Early the next morning we go into the village via the 1km footbridge to buy fresh bread for breakfast. At the entrance of the village is a new bakery which produces excellent pastries.

On the outskirts of the village there is a small museum with a viewing terrace showing where the old village is located. Unfortunately when we visited the museum was closed but we were still able to see the view from the terrace.

>> See the part 3/3